Panteon zwyrodnialców i alkoholików: Varg Vikernes

Kolejną figurką w „Panteonie muzycznych zwyrodnialców i alkoholików” jest człowiek nieco inny niż GG Allin. Niemal niegroźny ćpun, który żył jak chciał. Słusznie można podejrzewać mnie o sympatię dla GG, czego wyrazem może być wpis o nim, jednak w przypadku Varga Vikernesa będzie zgoła odmiennie.

Początek lat 90. W muzyce metalowej wrze rewolucja, sceną rządzi trash, coraz bardziej popularny staje się death metal, każdy chce pokazać, że jest cięższy, mocniejszy i bardziej czarny niż inni.

Od początku. Jeżeli wierzyć jedynym i niezbyt obiektywnym źródłom (książka „Lords of Chaos” i strona Burzum.org, gdzie wypowiada się sam zainteresowany ), młody Varg Vikernes wychował się w rodzinie o poglądach quasi-nazistowskich (quasi-nazi :)) i rasistowskich. Podobno (czemu sam zaprzecza) wyrósł z subkultury skinhead. W każdym razie jako początkujący muzyk był zaczytanym we Władcy Pierścieni rasistą.

W wieku 14 lat pierwszy raz chwycił za gitarę, by jako mały szczyl tworzyć w Bergen  zespoły jak Old Funeral (do spóły z Abbathem później znanym z Immortal). W roku bodaj 1990 wybrał się do Oslo i tam poznał Euronymousa, który trząsł lokalną sceną. Po odejściu z Old Funeral pogrywał sam dla siebie w jednoosobowym projekcie Burzum. Wydał dwie demówki nakładem Deathlike Silence (należącej do Euronymousa, starszego o kilka lat, który dla młodzika z Bergen stał się idolem).

Płonące kościoły

Jako Potomkowie wikingów pałający nienawiścią do chrześcijan którzy wieki temu zniszczyli wiarę ich ojców, podpalają w najlepsze kościoły. Tak powstaje okładka pierwszej płyty Burzum – „Aske” . Varg umieścił na niej zgliszcza dwunastowiecznej świątyni, pod którą własnoręcznie podłożył ogień. Performance pełną gębą.

Euronymous założył w tym czasie sektę „Inner Circle” składającą się z dwunastu najbardziej wtajemniczonych osób, głównie członków kapel. Wewnętrzny krąg był częścią większej organizacji Black Circle, którą tworzył wraz  „Outer Circle” złożonym z kolei z fanów.

Norweska scena black pracuje na pełnych obrotach: płoną kościoły, Euronymous ma wytwórnię i własny sklep z akcesoriami dla „prawdziwych satanistów” (płyty, koszulki, koty). Działają zespoły jak Mayhem, Darkthrone, Immortal czy jednoosobowy Burzum . Większość związana z Bergen. Jednak to Oslo będzie odgrywać decydującą rolę .

Wokalista Mayhem – Dead wraz z Euronymousem rozpoczynaja pracę nad opus magnum „De Mysteriis Dom Sathanas”. Dead pisze teksty a Euro muzykę. Obaj uważają przy tym, że black metal przyciąga ludzi przypadkowych, więc chcąc zwabić tych prawdziwie „złych”, na koncertach nie szczędzą (jakkolwiek zabawnie to zabrzmi)…mięsa.

Scenę zaczynają więc ozdabiać pozarzynane świnie, bo odpowiednio wyposażony Dead ćwiartował wieprze podczas koncertów. Być może dlatego kawałki z płytki, nad którą pracowali obaj muzycy, cechują długie partie instrumentalne – co by Dead miał czas na pocięcie świniaka…

Dead`s End

Sielankę, w prawdzie na chwilę, burzy pewnego wieczoru Dead, który uprzednio podcinając sobie żyły, kończy żywot strzałem ze śrutówki prosto w głowę. Zostawił jedynie pożegnalny list, w którym przeprosił za krew na podłodze i strzał w mieszkaniu

Zwłoki jak zwykle odkryli koledzy z kapeli, a do tego skutecznie wykorzystali śmierć kolegi, by wywołać kolejny szok. Ojro skoczył po aparat i sfotografował ciało Deada. I tak powstała okładka „Dawn Of Black Hearts” – w kilku krajach podobno zakazana, a to ze względu na wypływający z czaszki, rzucający się w oczy, mózg. Euro, jak mówiły plotki, przyrządził następnie z ciała kolegi gulasz. Muzyk zaprzeczył jednak tym doniesieniom i przyznał się jedynie do zrobienia naszyjnika z kilku części ciała zmarłego.

Ale trzeba zejść na ziemię bo Mayhem pozostaje bez wokalisty. Do zespołu przychodzi Węgier Attila Csihar, który nagrywa wokale do nowej płyty. Na basie pogrywa też Varg.

W 1992 roku pałkarz Empreor, niejaki Faust, wielokrotnie rani nożem mężczyznę. Nie wiadomo, co miało wpływ na jego czyn. Ponieważ zamordowany był gejem, utrzymywały się pogłoski jakoby Faust kierował się ideologią nazistowską. Wszystkiemu zaprzeczył. Na przemyślenie swojego czynu dostał jednak 14 lat. przesiedział 11.

Euro vs. Varg

Na tle, którego przedstawienie zajęło nieco miejsca, rodzi się konflikt pomiędzy Euro  a Vargiem. Różniło ich właściwie wszystko: wiek, poglądy polityczne, podobno poszło też o pannę. Euro wydymał też Varga na kasę przy wydawaniu płytki Burzum, co skłoniło go do założenia własnego labelu.

W sierpniu 1993 Varg udał się do Oslo w celu załatwienia spraw biznesowych z Euro. Pozostawił go jednak w mieszkaniu z ponad dwudziestoma ranami zadanymi nożem, między innymi w plecach i głowie, a sam wrzucił zakrwawione ciuchy do jeziora i wrócił do Bergen.

W oficjalnej biografii Vikernesa na burzum.org można przeczytać wersję, że zrobił to w obronie własnej i że to Euro planował go zabić. Jednak fakt że w domu Varga znaleziono potem znaczną ilość materiałów wybuchowych i broni słabo potwierdził „pokojowe” zamiary VV. W myśl dosyć pobłażliwego norweskiego prawa muzyk dostał 21 lat czyli maksymalną karę, jaką mógł orzec sąd. Z nielicznych zdjęć z sali rozpraw można dostrzec satysfakcję Vikernesa
coś w stylu ogrodnika który wyrwał kolejny chwast.

Siedząc w pierdlu Vargas próbuje kontynuować działalność muzyczną która (ze względu na kłopoty ze sprzętem z czasem bierze w łeb). W 1996 wychodzi „Filozofem” – moim zdaniem bardzo ciekawa płytka utrzymana w klimacie black. Z czasem zostaje ograniczony do muzyki elektronicznej. W końcowej fazie odsiadki prowadził jedynie działalność publicystyczną, prezentując teksty głównie na temat mitologii nordyckiej i polityki. W sumie w więzieniu przesiedział 16 lat.

Było minęło

Zdanie na  temat  tego pana niech wyrobi sobie każdy, czytając z nim wywiady. Nie chcę tutaj streszczać wywodów na temat dawnych bogów, z którymi ludzie stracili kontakt, którzy według niego wybrali białych (Skandynawów, Germanów i Słowian) jako godne rasy. Jednak  nie wszyscy jego fani zdają sobie sprawę z poglądów, które Varg wyznaje do dziś. A jest uważany za twórcę wynaturzenia zwanego NSBM (neonazistowski black metal) i szerzy poglądy w stylu „zachowanie higieny rasowej”.

Varg poszedł siedzieć, a grające kapele poszły w pizdu, eeee tzn. w komercję:) Dziś z buntowniczego black metalu pozostały tylko wspomnienia, Mayhem gra na letnich festiwalach w środku dnia, głównie dla  wymalowanych dzieciaków, które jeszcze niedawno bały się innego eksportowego straszydła ze Skandynawii, czyli Buki.

Sprawę trafnie podsumował Kerry King: „Norweski black metal to gówno. Nie wiem, dlaczego oni myślą, że muszą kogoś zabić, by grać lepszą muzykę. Niech spieprzają do domu poćwiczyć”.  Trudno się nie zgodzić. Są zespoły, które nie muszą drzeć biblii i wieszać kobiet na krzyżach, aby grać naprawdę ciężką i brutalną muzykę. Oglądając koncerty np. Gorgorotha, odnoszę wrażenie, że w mniemaniu członków zespołu, są oni tak zajebiści że gitary są tylko dodatkiem, a czasem nawet przeszkadzają, bo ulubioną większą pieszczochę trzeba zostawić w szatni.

Zdarza się, i owszem, że słucham black metalu, bo nie zakładam z góry, że płytka którą mam odpalić, jest do be. Gust muzyczny jest jak dupa – każdy ma swój. W moim mieści się słuchanie BM, lecz nie powielanie pewnych zachowań.

Marian

Tagi: ,